Ania's Poland
2 lutego 2009 Londyn obudził się pod 15-centymetrową śniegową czapą. Obudził się i po paru nieudanych próbach dostania się do szkół i do biur, wszedł szybko z powrotem pod pierzynę.
Od samego rana dzieci lepiły bałwany i rzucały się śnieżkami na osiedlowych ulicach, całe rodziny wybierały się na spacery do pobliskich parków, uzbrojone w aparaty fotograficzne i kamery wideo, żeby uwiecznic największy atak zimy w Londynie od 20 lat.
Nas obudził już o 6.30 rano telefon ze szkoły syna, że niestety ale autobusy szkolne są odwołane. Po pół godzinie na stronie internetowej szkoły pojawiła się informacja, że college jest zamknięty. W szkole uczy się ponad 1400 uczniów.
Szkoła podstawowa córki też zamknięta, nauczyciele nie mogą dojechac. W sumie zamknięte jest dzisiaj 3000 szkół i wszystko wskazuje na to, że pozostaną one też zamknięte jutro.
W zajezdniach stoi od rana 7000 autobusów.
3 lutego szkoły pozostają zamknięte. Na stronie internetowej syna pojawiła się informacja, że szkoła będzie otwarta dla wszystkich chłopców, którzy będą w stanie do niej dotrzec bezpiecznie. Jako obowiązkowa matka wysłałam syna do szkoły autobusem, ale kiedy tam dotarł okazało się, że do szkoły dojechało tylko 30 uczniów, więc odesłano ich wszystkich do domu.





